czwartek, 28 listopada 2013

Wszystkie moje mamy

Są takie tematy, na które nie wszyscy chcą z dziećmi rozmawiać. 
Trudne tematy. Niepopularne.
Cierpienie, strach, śmierć, rozstanie.
Często przemilczane, pomijane, zastępowane bardziej przyjemnymi, beztroskimi.
Zastanawiam się czemu...
Czy kilkuletnie dziecko nie powinno poznać również tej mniej wesołej strony otaczającej je rzeczywistości?
Czy świadomość tych tematów nie rozwinie jego wrażliwości i nie sprawi, że będzie bardziej szanować to, co je otacza?

Chciałabym Wam dziś przedstawić pewną niezwykłą książkę, która bardzo mnie dziś wzruszyła ...



Książka ta opowiada o wojnie widzianej oczami małego żydowskiego chłopca. 
Chłopca, który przed jej wybuchem bawił się i śmiał, jak wszystkie inne dzieci i nawet do głowy mu nie przyszło, że jego beztroskie dzieciństwo nagle tak brutalnie się zakończy.


Z dnia na dzień wszystko stało się inne. 
Wojna okazała się być czymś znacznie okrutniejszym, niż się spodziewał. 
Wcześniej myślał, że wraz z przyjaciółmi i tatą zakradną się do obozu Niemców i przegonią ich wszystkich swoimi drewnianymi karabinkami.

A tymczasem najpierw znika tata, potem siostra. Wokół panuje głód i obawa o każdy dzień.
Ciemna piwnica, która niegdyś napawała Szymka strachem, teraz stanowiła najbezpieczniejsze schronienie.

Dobrze, że siostra zdradziła mu, jak można przyrządzić wspaniałą ryżową zupkę z samego ryżu i wody. 
Dziwne tylko, że mama nigdy nie chciała jej skosztować mówiąc, że nie ma apetytu...


Historię małego Szymka opowiada pewnemu chłopcu starszy pan - Szymon Bauman. To jego historia.
Mimo tych strasznych doświadczeń przeżył, bo spotkał na swej drodze wyjątkowych ludzi. Takich, którzy ryzykowali własne życie, żeby go uratować. I nie tylko jego.






W książce poznajemy siostrę Jolantę, czyli Irenę Sendlerową - cudowną kobietę, która jego i ponad 2500 takich "Szymków" wyprowadziła z getta i umieściła w przybranych rodzinach, a ich prawdziwe dane zapisała na niewielkich bibułkach i zakopała w słoiku pod pewną jabłonią - dzięki czemu po wojnie mogli odnaleźć ich krewni.
Szymek przeżył dzięki wspaniałym ludziom - swoim pięciu "mamom" i innym osobom, bez których mogłoby się to nie udać.



Myślę, że powinniśmy rozmawiać z naszymi dziećmi również na takie tematy. 
Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność, bo
nieumiejętne przekazanie trudnych treści może spowodować u dziecka traumę i budzić lęk.

Nie fałszujmy rzeczywistości - przedstawiajmy zarówno dobro, jak i zło, ale we właściwy sposób - z ogromną dawką wrażliwości i ciepła.
Ta książka jest doskonałym dowodem na to, że jest to możliwe.

"Wszystkie moje mamy" - Renata Piątkowska
Wydawnictwo Literatura.

Do kupienia m.in. TU.

8 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie opisane , :) zastanawiam się tylko czy dzieci nie dostrzegają zła świata ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno na swój sposób zauważają. Nie wszystko jednak bywa dla nich zrozumiałe i wtedy potrzebują nas :)
      Myślę też, że lepiej gdy wcześniej oswoimy je z takimi tematami, jak cierpienie czy śmierć w ciepły, łagodny sposób, niż miałyby się o tym dowiedzieć przypadkiem z niewłaściwych źródeł. Dla wrażliwego dziecka mogłoby to być bardzo przykre doświadczenie.

      Usuń
  2. Maciej Szymanowicz jest fantastycznym ilustratorem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka naprawdę wspaniała, która w sposób delikatny i dziecięcy porusza trudny temat wojny. Mam jeszcze jedną książkę z tej serii.
    Ps, My chorujemy na ospę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jej... Życzę zdrówka i siły!!! A jaką macie książeczkę?

      Usuń
  4. Bardzo interesująco się zapowiada. Oczywiście dla dziecka, które jest w odpowiednim wieku, bo to raczej nie lektura dla dwulatka. Ja osobiście też jestem wielką fanką rozmawiania na różne "trudne tematy" natomiast myślę, że znalezienie tej granicy kiedy to dziecko jest gotowe na takie rozmowy jest bardzo trudne. Nie spieszyłabym się z wywoływaniem podobnych treści, bo ich niezrozumienie może wystraszyć i wywołać wiele złego. Jak słusznie zauważyłaś nasza nieumiejętność w przekazaniu ich może narobić wiele szkody. Tak samo jak i nasza nadgorliwość moim zdaniem. Tak się zastanawiam czy moje sześciolatki z grupy byłyby gotowe na lekturę w której aż tak wiele się dzieje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zupełności się zgadzam. We wszystkim trzeba zachować umiar i rozsądek :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...