12/07/2013

Seria niefortunnych zdarzeń - Lemony Snicket

Ostatnio sporo mówi się o mikołajkach, prezentach, świętach - żeby nie było tak słodko i przyjemnie, dziś u nas post o absolutnie pesymistycznej serii. 
Na pewno nie jest to seria dla Maluszków, tylko zdecydowanie dla Starszaków :-)
Ok.10-letni i starsi czytelnicy mogą mieć problem z oderwaniem się od niej.
Jeśli oczywiście mają odpowiednio mocne nerwy :-)

A co to za seria? Myślę, że najlepiej wyjaśni Wam to sam autor:

"Drogi Czytelniku! 
Z przykrością zawiadamiam Cię, że książka, którą trzymasz w ręku, jest wyjątkowo nieprzyjemna. Opowiada ona historię trójki dzieci, którym wszystko układa się fatalnie. Pomimo uroku osobistego i inteligencji rodzeństwo Baudelaire wiedzie żywot pełen przykrości i łez. Od pierwszych stron tej książki, gdzie dzieci bawią się na plaży i otrzymują tragiczną wiadomość, nieszczęście depcze im po piętach. Są jak magnesy przyciągające pecha. (...)
Moim przykrym obowiązkiem jest spisanie tragicznych przypadków rodzeństwa Baudeleire, ale Tobie Czytelniku, nic nie przeszkadza odłożyć tę książkę i poczytać sobie raczej coś weselszego, o ile wolisz wesołe lektury. 
Z szacunkiem 
Lemony Snicket"


To prawda, cała seria o rodzeństwie Baudelaire jest wyjątkowo "nieprzyjemna".

Czemu zatem w kilka godzin, z zapartym tchem pochłonęłam trzy tomy?
No cóż, zaraz postaram się Wam to wyjaśnić :-)


Pierwsza część - Przykry początek - zaczyna się niezbyt zachęcająco:

"Jeśli szukacie opowieści ze szczęśliwym zakończeniem, poczytajcie sobie lepiej coś innego. Ta książka nie tylko nie kończy się szczęśliwie, ale nawet szczęśliwie się nie zaczyna, a w środku też nie układa się za wesoło."

Jeśli po tych słowach, nie zrezygnujecie z dalszej lektury, to obawiam się, że potem już nie dacie rady odpuścić. 
I nawet, jeśli ogrom nieszczęść, jakie spotkały przemiłe i inteligentne rodzeństwo Baudelaire jest niespotykany, oburzający i przytłaczający - gdy już zaczniecie, będziecie brnąć w to dalej :-)

Czemu? 
Sama próbuję sobie na to odpowiedzieć :-)

Sposób narracji w całej serii jest dość niekonwencjonalny, autor, opowiada nam wszystko z perspektywy wszechwiedzącego obserwatora (w pierwszej osobie). 
Sporo tu jego dygresji i wtrąceń - ale na pewno nie w nadmiarze. 
Wszystko to sprawia, że historię czyta się bardzo lekko i szybko - mimo wielu okrutnych wydarzeń, którym dzieci muszą stawić czoła.
Te dzieci, to 14-letnia Wioletka - pasjonatka wynalazków, 12-letni Klaus - miłośnik książek oraz Słoneczko - przesympatyczny niemowlaczek.

Serię rozpoczyna niezwykle tragiczne wydarzenie, które brutalnie przekreśla dotychczas beztroskie dzieciństwo rodzeństwa Baudelaire. 
Od tej pory dzieci skazane są na tułanie się po zastępczych opiekunach, którzy okazują się być okrutnymi zwyrodnialcami lub padają ofiarą ich prześladowców.
Dzięki niezwykłej inteligencji, pokorze i sprytowi, dzieciom udaje się jakoś wyjść cało z masy przykrych i niebezpiecznych wydarzeń.

W pierwszej części dzieci trafiają do dalekiego krewnego Hrabiego Olafa, osobnika wyjątkowo podłego i chciwego. Opętanego żądzą przejęcia majątku, który należy się w spadku trójce młodych sierot.
W tym domu nie uda się dzieciom zaznać ani chwili szczęścia i spokoju. 
Ledwo poradzą sobie z jednym problemem, już czeka na nie kolejny...




Część druga - Gabinet gadów - nie zaczyna się wcale lepiej:
"Jeśli sięgnąłeś po tę książkę, aby poczytać sobie coś łatwego i wesołego, to obawiam się, że wybrałeś jak najgorzej."

Taki wstęp dla niejednego czytelnika może okazać się jednak zachętą :-)

Na nudę na pewno nie można tu narzekać - zresztą dotyczy to wszystkich 3 części, które przeczytałam.

Tu początek wygląda nieco bardziej obiecująco - dzieci trafiają do roztargnionego, ale bardzo miłego wuja, naukowca, miłośnika żmij i innych gadów. 
Sielanka nie trwa jednak długo. 
Znienawidzony Hrabia Olaf dopada ich także tutaj i kładzie kres ich spokojnej egzystencji.
Ponownie wartka akcja i niezwykłe emocje towarzyszą nam do końca książki.





Pora na trzecią część serii - Ogromne okno. 
I tradycyjnie kilka słów autora:
"Wszystkie historie o trójce Baudelaire'ów są smutne i przygnębiające, ale ta, którą trzymasz w ręku, jest chyba najgorsza."

Tym razem dzieci przygarnia ich daleka ciotka Józefina.
Bardzo miła, ale panicznie bojąca się wszystkiego. Jej fobie dotyczyły telefonu, kaloryferów, piekarnika, kuchenki elektrycznej, a nawet klamki (bo gdyby rozprysła się na kawałki, jeden mógłby wpaść jej do oka).
Jej domek mieścił się na urwisku nad jeziorem, które również napawało ją straszliwą trwogą, ale nie mogła go sprzedać, bo panicznie bała się agentów nieruchomości :-)
"Największą radością życia" Józefiny była natomiast gramatyka.

Wszystko byłoby do zniesienia, gdyby nie to, że Hrabia Olaf i tu się pojawia, żeby utrudniać życie trójce dzieciaków.
Na szczęście i tym razem uda im się wymknąć z jego szpon - ale uprzedzam Was, że seria na tym się nie kończy...





Ogromnym atutem serii jest lekkość narracji i bardzo ciekawe historie.
Czyta się je z zapartym tchem, do ostatniej strony. Nic tu nie jest zbędne - nie znajdziemy tu nudnych opisów ani zbędnych wydarzeń. 
Znajdziemy tu natomiast wiele elementów humorystycznych - świetnie wplecionych w tragiczny ciąg zdarzeń, nadając treści styl nieco groteskowy .

Warto zwrócić uwagę na to, jak ciekawie i umiejętnie narrator (i nie tylko on) wprowadza i wyjaśnia trudne słowa i zwroty. Jest ich tu całe mnóstwo. Dzięki temu młodzi czytelnicy mogą wzbogacić swoje słownictwo. Np. "(...) bili się z myślami oznacza tutaj: mieli sprzeczne uczucia"; "(...) z miną asertywną, co znaczy uprzejmie pewną siebie".

Nie twierdzę, że lawina nieszczęść, która spada na te biedne dzieci nie denerwuje czytelnika podczas lektury - chciałoby się im pomóc, ostrzec, a nie można. 
Możemy tylko biernie obserwować i kibicować im w radzeniu sobie z tymi niefortunnymi zdarzeniami.
Aczkolwiek, obcując z taką ich ilością, czytelnik w pewnym sensie się do nich przyzwyczaja i niejako na nie uodparnia. Styl autora nie jest brutalny, choć opowiada historie smutne i tragiczne. Są tu i morderstwa i oszustwa, ale podane w taki sposób, że nie obawiałabym się sprezentować takiej książki nawet dziesięciolatkowi. 
Mnie osobiście taka lektura się podoba, choć zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może przypaść do gustu.


4 komentarze:

  1. A znacie Lemont Snicket w wersji dla młodszych ( z genialnymi ilustracjami Jon Klassen?) Mam na myśli książkę "Laszlo boi się ciemności"- jest świetna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie znamy, ale chętnie poznamy! Dzięki :-)

      Usuń
  2. Film mi się podobał, ale nie wiedziałam że to na podstawie książki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja filmu jeszcze nie widziałam - muszę nadrobić :-)

      Usuń

Copyright © 2016 Maluszkowe inspiracje , Blogger