sobota, 13 lutego 2016

Lektury szkolne - czy warto je czytać?

Nie wiem, jak u was, ale ja mam bardzo mieszane uczucia dotyczące swoich lektur szkolnych. Właściwie moje wspomnienia to taka sinusoida - czasami szkolne lektury bardzo mi się podobały, innym razem były zupełnie nietrafione.
Z wiekiem dopiero dostrzegłam zależność między tym jak odbierałam wtedy książki, a tym, jak były one podawane. Gdy nauczyciel nie był przekonany co do książki, którą przerabialiśmy - odbijało się to i na naszym entuzjazmie. Jak książkę omawialiśmy "na pół gwizdka" to wszyscy byliśmy nią znudzeni. Co więcej, tak podane lektury mocno wpływały na ich odbiór w ogóle. Dzieci nabywały przekonania, że szkolne lektury to tylko przykry obowiązek - trzeba przeczytać, bo ktoś tak sobie postanowił i kropka. A przecież mogło być zupełnie inaczej...


Też jestem z wykształcenia nauczycielem, wprawdzie nie pracuję w tym zawodzie, ale zdaję sobie sprawę, że trudno wykonywać swoją pracę codziennie z równym zapałem. Ja mam zresztą podobnie :) Czemu o tym piszę? Bo gdy sięgnęłam ostatnio po 4 książki, które były moimi lekturami w dzieciństwie, wydały mi się dziś naprawdę ciekawym materiałem. Oczywiście wtedy nie z każdą tak było. 
Czemu więc nauczyciel dwadzieścia lat temu nie mógł wybierać takich lektur szkolnych, o których sam mówiłby z przyjemnością? Do których potrafiłby przygotować ciekawy scenariusz zajęć? Czemu było nudno i z przymusu? 
Kiedy dziś czytam te książki mojej niespełna 4-letniej córce, sprawia jej to niemałą przyjemność. Oczywiście są lepsze i gorsze fragmenty, ale sama chce do nich wracać.
Czy to kwestia przyzwyczajenia i tego, że moje maluchy to prawdziwe mole książkowe? :)
Pewnie to, że dziecko jest otaczane książkami od urodzenia (niech ten mądry trend trwa jak najdłużej!) ma na to spory wpływ. Dziecko nie traktuje książek jak zła koniecznego, ale jak wspaniałą formę rozrywki. Moje 1,5-roczne dziecko "wciska" nam swoje książeczki kilkanaście razy dziennie, sadowiąc się na naszych kolanach i wyczekując wspólnych czytanek. Trudno opisać, jacy jesteśmy wtedy szczęśliwi - i nic nie stanie się, jeśli przez ten czas nieco opóźni nam się obiad czy nie uda nam się zrobić porządków na taką skalę, jak byśmy chcieli. Najważniejszy wtedy jest nasz wspólny czas spędzony na tej niezwykle ważnej czynności.


Ostatnio Nasza Księgarnia wydała na nowo 4 znane lektury szkolne. Wszystkie czytałam gdy miałam kilka lat i niekoniecznie za nimi przepadałam, zwłaszcza za "Zaczarowaną zagrodą" - teraz ta książka wydała mi się naprawdę dobra. 
Opowiadanie Centkiewiczów przybliża dzieciom świat zupełnie im nieznany - Stację badawczą na Antarktydzie, a co za tym idzie jej surowy klimat, zwyczaje pingwinów i trudną pracę polarników. Mamy tu więc całą masę nowych informacji, które dzieci chłoną garściami. Moja córka zadawała mi podczas czytania całą masę pytań, świadczących o zainteresowaniu treścią książki.



Następna z lektur, jakie miałam okazję sobie przypomnieć, to "Jak Wojtek został strażakiemCzesława Janczarskiego czyli rymowana opowieść o dziecięcych marzeniach, odwadze i bohaterstwie, a bardzo dobrymi ilustracjami Marianny Sztymy.




"Czarna owieczka" okazałą się prawdziwym hitem. I choć jej język mocno odbiega od stylu, do jakiego przywykliśmy, to naprawdę warto pokazać dziecku coś innego.
Historia uroczej Metki uczy dzieci opiekuńczości, współczucia, bawi i napełnia ciepłem.
Do tego ładne ilustracje i duża czcionka idealna do samodzielnego czytania.




I na koniec opowiadania o przygodach słynnego Krasnala Hałabały. Któż z nas ich nie pamięta?
To reprint książki z 1954 roku, czyli sprzed ponad 60 lat! Ten łagodny styl, piękne opisy przyrody, zabawne perypetie leśnych zwierzaków, naprawdę warto czytać dzieciom takie książki.




A jakie są wasze wspomnienia związane z lekturami szkolnymi? Mniej czy bardziej pozytywne? 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

4 komentarze:

  1. Moja córka teraz będzie "przerabiać" jako lekturę "Jak Wojtek został strażakiem". Nie wiem ile szęsciolatków zrozumie tę książkę pisaną wierszem, Córce średnio się podobała :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Wojtek przyjął się bardzo dobrze. Po pierwszej lekturze domagała się kolejnej - motyw ratowania małego Henia z płonącego domu bardzo ją poruszył

      Usuń
  2. Dziekuje za przypomnienie tych poeknych lektur! Moj synek (4 lata) tez juz zna strazaka Wojtka i bardzo lubi. Dodatjowo po trochy czytamy plastusiowy pamietnik oraz pilot i ja adama bahdaja. Nie jestem pewna czy ta ostatnia ksiazeczka byla lektura ale zdaje mi sie ze tak. Moj synek kocha ksiazki i cieszy sie z nich tak samo jak z innych zabawek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja 4-latka też bardzo polubiła Wojtka i Metkę z Czarnej owieczki. Pilot i ja też już przeczytany i naprawdę podobają się jej te książki. Wierzę szczerze, że to jak podamy dziecku książkę jest kluczem do jej odbioru :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...