5/07/2014

Na szczęście mleko!

Zanim przeczytacie ten post, sprawdźcie, czy macie w lodówce mleko...  
Jeśli nie, to może lepiej go nie czytajcie, bo nie wiadomo, czy po tej lekturze odważycie się kiedykolwiek wybrać do sklepu po jego zakup :-)



A wszystko zaczyna się bardzo niewinnie...
Mama wyjeżdża na kilkudniową konferencję zostawiając dwójkę dzieci pod opieką taty.
Nie zanosi się na nic nieoczekiwanego, a jednak...
Gdy nadchodzi pora śniadania okazuje się, że w lodówce nie ma MLEKA!
A co za tym idzie dzieci nie mogą zjeść swoich ulubionych płatków, a tata wypić "bawarki".
Szybka decyzja - tata rusza do sklepu po mleko, żeby śniadanie odbyło się tak, jak trzeba.
Niby nic, zwykłe wyjście po mleko do pobliskiego sklepu - ale trwa dłużej niż zwykle...
Dzieci się niepokoją i zaczynają podejrzewać, że tata, jak to czasami bywa, zagadał się ze swoim kolegą i zapomniał, że one czekają na śniadanie...
W końcu tata wraca...


I na pytanie, czemu tak długo to trwało, po chwili zawahania - opowiada,  co zaszło od momentu wyjścia ze sklepu do dotarcia do domu. A zapewniam was, że działo się tam niemało!
Owszem spotkał swojego kolegę, ale zamienili raptem kilka słów, bo tata poszedł dalej :-)
A dalej... został porwany przez kosmitów, którzy żądali od niego pewnych istotnych informacji, następnie odbył podróż w czasie i znalazł się na pirackim statku, w wielkim niebezpieczeństwie, potem został odbity przez Profesora (albo raczej Profesor) Steg, niezwykłego stegozaura lecącego balonem - czy też raczej Latająco-Kulowym-Transporterem-Osobowym :-)
Oczywiście w całym tym niebezpiecznym zamieszaniu tata mocno ściskał w dłoni mleko, bo wiedział, że jego najważniejszą misją jest dostarczyć je do domu, w którym czekają jego głodne dzieciaki :)

Ale to oczywiście nie wszystko - właściwie to dopiero początek przygód dzielnego taty. Wraz z Profesor Steg wylądowali na tajemniczej platformie w dżungli, gdzie przywitali ich ludzie z kamiennymi nożami...
Potem zaliczyli jeszcze wielki wulkan, poznali potwora Sploda, gromadę kolorowych kucyków (te na wyraźną prośbę córeczki :-)), przemieszczali się w czasie, byli o włos od utraty mleka, które szczęśliwie udało się uratować, ba, spotkali nawet grupę vumpirów, chcących zrobić im vivizekzję!


Ale bohaterski tata zdołał jakoś poradzić sobie z tymi niezwykłymi wydarzeniami (przy okazji ratując świat), choć łatwe to nie było i dotrzeć w końcu do domu - na śniadanie, a na potwierdzenie swoich opowieści pokazał dowód - MLEKO :-)
I co z tego, że podczas swojej opowieści tata zerkał na ścienny kalendarz ze zdjęciem balonów, na modele dinozaurów i kucyków, na książki o wampirach czy obrazek wulkanu wiszący na lodówce :-)
Czy to wszystko czyni jego opowieść mniej prawdopodobną???

Uff, na szczęście w mojej lodówce mleko jest, więc podobne przygody mi na razie nie grożą :-)

Neil Gaiman, słynny angielski bestsellerowy autor książek z dziedziny fantastyki po raz pierwszy tworzy powieść dla dzieci - i czaruje, bawi, zaskakuje.
Niesamowite zwroty akcji, wyraziste postaci i niezwykły humor - to wszystko znajdziemy w jego książce "Na szczęście mleko..."


Książka napisana jest dużą czcionką i bogato zilustrowana przez Chrisa Riddella (ilustracje są naprawdę świetne!) - idealnie nadaje się na samodzielną lekturę dla młodego czytelnika. Myślę, że mu się spodoba :-)

A dla nas rodziców niech będzie inspiracją i przypomina nam jak kreatywni możemy być podczas opowiadania dzieciom przeróżnych historii. Samej często zdarza mi się improwizowanie podczas opowiadania bajki na dobranoc, ale tak rozbudowanej fabuły i bogactwa szczegółów jeszcze nie stosowałam :-)
A może powinnam zacząć? :)






Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Galeria Książki.
Można ją kupić m.in. TU.

11 komentarzy:

  1. Dobrze, że zawsze jest u nas sporo mleka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed tą lekturą nie doceniałam, jakie to ważne ;)

      Usuń
  2. Jak to dobrze, że u nas zawsze jest mleczko w lodówce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cale szczescie mleko mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam mleko nawet w (.)(.) jeszcze! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Rany, rany, mleko się kończy... Trochę szkoda, że ilustracje nie są w kolorze, bo mimo wszystko moja 8 latka woli te kolorowe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham, KOCHAM Gaimana! <3 Zosiaczek jest na tę miłość też skazana, tako rzecze nasza biblioteczka... ;D
    a ta książka stoi na półce i czeka aż Zosieńka podrośnie na tyle, by móc ją nią uraczyć :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Maluszkowe inspiracje , Blogger