czwartek, 24 marca 2016

Co nieco o różnicach czyli "Pobawimy się?"

To, co najbardziej mi się podoba w dziecięcej literaturze skandynawskiej to ogromny szacunek dla dziecka - także dla jego poglądów czy humorów. 
Tu dzieci mają prawo nie tylko do zalet, ale i wad. Nie muszą być zawsze czyste, grzeczne i miłe. Nie muszą mówić wierszyków na zawołanie na imieninach cioci i do 3. roku życia czytać książek z zaokrąglonymi rogami.
Nie jest cukierkowo, za to jest prawdziwie i właśnie za tę prawdę i szacunek tak lubimy tę literaturę. 
Dziś na tapecie u nas książka Piji Lindenbaum, szwedzkiej autorki, której wcześniej nie znałam i nasze wrażenia z lektury.



Dwie dziewczynki, dwa odmienne charaktery i temperamenty. 
Tola - siedzi sobie w ciepłym mieszkanku i wycina małpki. Najwyraźniej to zajęcie bardzo jej odpowiada, bo wcale nie zamierza z niego rezygnować. 
Benia - spontaniczna, odważna, nieco oryginalna w swoich pomysłach, z wiecznie ubrudzoną buzią, przychodzi z wizytą i propozycją wspólnej zabawy.
Tola nie jest zachwycona, ba! w ogóle nie zamierza wpuścić koleżanki i odprawia ją z przysłowiowym "kwitkiem". I nie ma co doszukiwać się tu jakiejś głębszej niechęci czy braków w wychowaniu - Tola jest zajęta wycinaniem i wcale nie ma ochoty biegać po podwórku z "upaćkaną" Benią. Przynajmniej w tym momencie. Ale okazuje się, że nie tak łatwo pozbyć się natrętnej koleżanki. Mama zaprasza ją do środka i Tola jest niejako zmuszona do zajęcia się "gościem". Ale wcale nie zamierza pełnić honorów pani domu i ignoruje Benię wciąż wycinając swoje małpki. 


I co z tego, że pomysł Beni na zabawę może i nawet jest nieco ciekawy - Tola swojego zdania nie zmieni. 
Nie chcę zdradzać wam całej fabuły, bo jej poznawanie to ogromna przyjemność (nie tylko dla dziecka), ale ostatecznie Tola dołączy do Beni na dworze i bardzo fajnie zorganizują sobie wspólny czas. Ale to nie na tej zabawie chcę się skupić, tylko na różnicach i różnorodności. 
Ta książka w fantastyczny sposób pokazuje nam świat oczami dziecka. Wcielamy się w nie i przeżywamy te same emocje. Poniekąd odbywamy trochę podróż do przeszłości, do własnego dzieciństwa i wiele z tych emocji (jeśli nie wszystkie) jest nam doskonale znanych!
Ile razy nie mieliśmy ochoty z kimś się bawić? Z koleżanką, synem sąsiada czy kuzynem. Ile razy robiliśmy to wbrew sobie, bo tak wypada, bo trzeba być miłym, bo rodzic każe... A nasze emocje? Nasze preferencje? Czy ktoś wtedy się nad tym zastanawiał? Tola jasno wyraża swoje zdanie - w tym momencie nie ma ochoty na zabawę z koleżanką i koniec. Myślę, że w końcu i Benia to zrozumiała i wydaje mi się, że wcale nie poczuła się urażona. Kiedy w końcu zdecydowały pobawić się razem, nie było widać fochów czy humorów. Po prostu to był ten moment. Można nawet potraktować go, jako początek nowej przyjaźni.
Autorka nie moralizuje, nie pokazuje która postawa jest właściwa, a która nie. Przedstawia sytuację, a dziecko samo może ją interpretować. Taka otwarta formuła daje też duże pole do dyskusji z dzieckiem, możemy dowiedzieć się co o tym myśli i lepiej je poznać.


Na szczególną uwagę zasługują ilustracje autorki. Są bardzo dobre graficznie i doskonale ilustrują stany emocjonalne, a przy tym są zabawne.
Z pewnością jeszcze nie raz sięgniemy po książki tej autorki.


A przesłanie? Słuchajmy naszych dzieci i nie dopasowujmy ich na siłę to ogólnie przyjętych wzorców. Niech będą takie, jakie są. Niech będą sobą.


Wydawnictwo Zakamarki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...