środa, 23 marca 2016

Pędząca planszówka :)

Gry autorstwa Reinera Knizii jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. Tak też jest i w przypadku jego nowej "pędzącej" gry, która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Egmont.
Mechanika gry jak zawsze bez zarzutu, różnorodna, wymagająca od graczy sprytu, a niekiedy i blefu, losowość jest dodatkiem a nie czynnikiem determinującym wygraną. Naprawdę bardzo ciekawa pozycja, w którą mogą grać nawet przedszkolaki.



No i te drewniane elementy :) 5 kolorowych drewnianych ślimaczków i kostki w tych samych kolorach (plastikowe), do tego 5 kart z przynależnymi nam ślimakami, okrągłe żetony o 3 wartościach i plansza.
Grafika bardzo fajna, zabawna i dodająca grze dodatkowej lekkości. 


Zaczynamy tradycyjnie, rozkładamy planszę, rozdajemy każdemu graczowi kartę (której nie pokazujemy innym graczom), ślimaki kładziemy na starcie i ruszamy!
Najciekawsze w tej grze jest to, że do końca gracze nie wiedzą, jakimi ślimakami są ich przeciwnicy (każdy zachowuje to w tajemnicy, a ruch można wykonać dowolnym ślimakiem).
Możemy więc typować, blefować, mylić przeciwnika, a jednocześnie uważać, bo on nie zmylił nas :)


Rzucamy 5 kostkami i wybieramy jedną z nich - jej kolor odpowiada kolorowi ślimaka, którego będziemy przesuwać - liczba oczek = liczba pól. Wizerunek ślimaka na kostce oznacza przesunięcie o 2 pola z tą różnicą, że kostka zostaje nadal w grze (w przypadku, gdy wybierzemy kostkę z "oczkami" po ruchu ślimaka odkładamy ją na bok do końca rundy. Oznacza to, że ten ślimak nie pójdzie dalej do końca rundy.
Podczas gry mamy możliwość "zepchnięcia" ślimaków (jeśli ślimak zatrzyma się na polu, na którym stoi inny ślimak, spychamy delikwenta o 1. pole do tyłu, za każdego "zepchniętego" otrzymujemy 1 punkt = 1 żeton), a gdy zatrzymamy się na grzybku otrzymujemy 1 punkt (tu się nie "spychamy").


Gra kończy się gdy jeden ślimak dotrze do końca planszy. Wtedy podliczamy punkty i odsłaniamy swoje karty (dodatkowo otrzymujemy punkty, jeśli "nasz" ślimak zajął pierwsze, drugie i ostatnie miejsce). Wygrywa gracz, który ma najwięcej punktów.




I jak wam się podoba taka przewrotna mechanika? Nam bardzo :)

Pędzące Ślimaki - Wydawnictwo Egmont

5 komentarzy:

  1. moje dzieci są jeszcze na takie gry za małe , ale jak tylko podrosną na pewno miło przy tego typu grach będziemy spędzać długie jesienno - zimowe wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest taka bajka lub kreskówka dla starszych dzieci Turbo ślimaki. Moja Iza oglądała ją jak byliśmy zagranicą po hiszpańsku :) nic nie rozumiała ale ślimaki byłu świetne- te z gry wyglądają bardzo podobnie. Pewnie grę podsumowałaby jednym słowem "tuuurbo ślimaki"

    OdpowiedzUsuń
  3. Gra bardzo podobna do "Pędzących żółwi" tej samej firmy i pewnie tak samo wciągająca :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. My mamy Pędzące żółwie- świetna zabawa :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...