4/25/2018

"Ogródek na twoim oknie" - doskonała książka na wiosnę!

Nie wiem, co jest w tych szwedzkich książkach takiego, że praktycznie każda trafia w nasz gust. Zawsze poruszają mądre, aktualne tematy, zawsze robią to niezwykle umiejętnie i traktują młodego czytelnika serio (!). Nie znajdziemy tu zbyt wiele magii i gwiezdnego pyłu, ale rzeczywistość, która może być równie fascynująca (a może nawet bardziej), jak najbardziej wymyślna bajka.
Dziś pokażę wam książkę, dzięki której dziecko zapragnie mieć własny ogródek - i co ważne, może go mieć nawet mieszkając w bloku. A jeśli przeczytacie wpis do końca, będę miała dla was niespodziankę :)


Co takiego wyjątkowego jest w tej książce?


Gotowe przepisy na to, jak posadzić/posiać i pielęgnować rośliny, żeby pięknie nam wzeszły i wydały owoce. Instrukcje są bardzo proste i dodatkowo wyjaśnione obrazkami. Właściwie nie potrzeba za bardzo naszej pomocy, żeby starszy przedszkolak samodzielnie wykonał każde z pokazanych tu zadań. 

Wydanie - książka jest na spirali i ma twardą, kartonową okładkę. Spirala ułatwia korzystanie, bo możemy książkę otworzyć na dowolnej stronie i pracować, nie obawiając się, że się zamknie.

Książka rozszerza dziecięce słownictwo - uczy, czym jest torf, zapylenie, zraszanie, sadzonka, szklarnia, drenaż, a także wyjaśnia, po co roślinom światło, jakim zagrożeniem mogą być szkodniki i jakie narzędzia potrzebne są do ich uprawy.

Uczy odpowiedzialności za wyhodowane samodzielnie roślinki. Systematyczne podlewanie, nawożenie, doglądanie. Widok efektów własnej pracy to również ogromna satysfakcja.

Promuje zdrowe odżywianie - samodzielnie wyhodowane warzywa dużo lepiej smakują.

Uczy szacunku do pracy  - trudno wyobrazić sobie ile wysiłku kosztuje prowadzenie ogródka, jeśli samemu się tego nie spróbuje.

Zapewnia wspaniałą zabawę z bliskimi - rodzicami, dziadkami, rodzeństwem i nie tylko.


W środku znajdują się instrukcje uprawy następujących roślin: Amarylis, cytrusy, awokado, fasola, hiacynt, kiwi, mango, cebula, marchew, papryka, ziemniaki, trawa ozdobna, rzeżucha, słonecznik, są też różne sadzonki i narcyzy, a na końcu słowniczek trudniejszych pojęć.

Polecam całej rodzinie!






A na koniec NIESPODZIANKA - mam dla was 3 egzemplarze książki "Ogródek na twoim oknie".
Napiszcie w komentarzu poniżej, jakie macie wspomnienia ze swojego dzieciństwa związane z ogródkiem i uprawą roślin. Pamiętajcie, żeby się podpisać :) Spośród wszystkich komentarzy wybiorę 3 osoby, które otrzymają książkę. Macie na to 5 dni - 01.05 w tym wpisie ogłoszę wyniki.

---------------
WYNIKI:

Tym razem decyzja, które z waszych wspomnień wybrać była chyba najtrudniejsza... Przy niektórych łezka kręci się w oku. Ale musiałam wybrać i oto one:


Pochodzę ze wsi, a moja mama zawsze miała imponujący ogród. Tak, mam masę dobrych wspomnień z nim związanych i dziś, jako miejska kobieta, bardzo brakuje mi grzebania się w ziemi. Ale w pierwszym odruchu przyszły mi do głowy te niezbyt miłe wspomnienia związane z warzywnikiem:
- myszy polne czmychające spod nóg podczas jesiennych zbiorów marchewki i kapusty,
- białe, tłuste, ruszające się pędraki wykopywane z ziemi gracką podczas pielenia truskawek,
- ciągle nacinane motyką młode ziemniaki przy ręcznym wykopywaniu ich do obiadu (nigdy nie umiałam zrobić tego bez uszczerbku na kartoflu),
- zielono-brązowe dłonie od wyrywanej hektarami łobody na polu ziemniaczanym - nie dało rady ich doszorować na niedzielę ;)
- niepowodzenia w uprawach - do dziś czuję empatycznie jak przykro było mamie, kiedy po wielu tygodniach pracy warzywa zjadała jakaś "zaraza" (nie używało się wtedy chemii w ogóle).
A kiedy warzywa leżały zimą w małej podziemnej piwniczce pod domem i byłam proszona o przyniesienie warzyw do zupy, strach mnie oblatywał, bo przesiadywały tam jaszczurki. Zupełnie jakby tych warzyw pilnowały ;)
Pozdrawiam
Ania Dula

Ciężko było... Lata 60-te. Bieda polskiej wsi. Ogród był naszym żywicielem. Uprawa warzyw i owoców to nie była zabawa. Nie było kolorowych gracek, gumowych rękawic, miłych dla oka designerskich gadżetów. Babcia śmiertelnie poważnie potraktowała wyrwane przez mnie całe grządki młodych wschodzących marchewek (myślałam, że to badyle) i poniosłam za to nawet jakąś karę. Narzędzia były ciężkie dla małych rąk. Moja pomoc w pracy w ogrodzie traktowana była poważnie - dzieci miały pracować, nie ociągać się, bo pracy było mnóstwo. Pamiętam ból pleców od długiego schylania się, ranę w stopie od starej ciężkiej gracy. Pamiętam zbieranie ziemniaków w wielkie wiklinowe kosze i wrzucanie dużej kapusty na taczkę. Ale mimo to, moje główne wspomnienia ogrodowe to wspaniałe smaki i zapachy - pomidorów jedzonych prosto z krzaka w całości, marchewki wyciągniętej z ziemi i wytartej tylko o stare spodnie, kwasek czarnych porzeczek i wgryzanie się w ostrą młodą cebulę.I rosę! Tak, tę rosę letnią o świcie, gdy szłam zrywać jeszcze nie nagrzane słońcem ogórki na kiszenie. Danka Sarna

My nie mieliśmy ogródka tylko mały skrawek trawnika przed blokiem. Pamiętam jak z mamą zrywałyśmy drobne, kolorowe kwiatki, różne trawy, szukałyśmy kamyków i błyszczących papierków od cukierków oraz... szkiełek. Mama pokazała mi jak robić "sekretne szkiełka" w ziemi. Znacie to? Malutkie kompozycje z kwiatów ukryte w dołku, przykryte szkiełkiem i przysypane ziemią. Mama robiła dla mnie kompozycje, a ja dla niej. Jaka radość z odkrycia takiego sekretu w ziemi i podniecenie co też tam mama ukryła! Magdalena Jagodzińska.


Autorów bardzo proszę o kontakt w wiadomości prywatnej (maluszkowe.inspiracje@gmail.com) - z adresem do wysyłki :)



25 komentarzy:

  1. Uprawa roślin nawet w bloku to coś dla nas! W zeszłym roku były pomidorki koktajlowe i poziomki. W tym mój mały ogrodnik dogląda i podlewa truskawki, a wkrótce i będzie sadzonka pomidorków, które samodzielnie uprawiane przez pierwsze letnie miesiące zeszłego roku smakowały najlepiej :) A zapomniałabym o mandarynkach, które wzeszły już kilka miesięcy temu i rosną w siłę! :)
    Jakie jest moje wspomnienie z dzieciństwa zw. uprawą roślin? Jest ich wiele i kojarzą mi się z moją babcią, zapaloną ogrodniczką która jak się okazuje teraz mocno zakorzeniła we mnie potrzebę "grzebania w ziemi". Mieszkając w bloku, ale będąc szczęśliwą posiadaczką tarasu przebieram nóżkami na pierwsze oznaki wiosny i kupuje sadzonki roślin i jedno i wieloletnich, które uprawiam w donicach :) Jako dziecko każdy piękny wiosenny dzień spędzałam z babcią w ogrodzie pomagając na każdym etapie siewu, pielęgnacji i zbioru warzyw, owoców jak i pięknych kwiatów. W swoim tajemniczym miejscu wysoko na gałęzi orzechowca miałam wszystko pod nadzorem :) Najbardziej pamiętam smak zielonego groszku, zapach konwalii i szorowanie nóg poplamionych orzechowcem:) Piękny czas!
    Nawet nie mam pewności, czy konkurs jest jeszcze aktualny, ale dziękuję że mogłam powspominać :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie książki bardzo lubimy☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dzieciństwa rodzice pokazywali mi ile radości może dać ogród.Zbierałam z Tatą winogrona,robiłam z Mamą soki z pigwy.Z małą koneweczką w kształcie słonika podlewałam kwiaty.
    Dziś miłość do ogrodu przekazałam swojej córce,uwielbia ze mną sadzić roślinki.Ma rabatę swoich poziomek i krzaczki borówek.Cieszy ją każdy kwiat i uwielbia zapach bzu.
    A ja patrzę na Nią i widzę siebie kiedyś... :)
    Krystyna Staszak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniała książka dla dzieci i nie tylko. Babcia zawsze kochała pracę w ogrodzie miała ich 2 jeden z kwiatami drugi z warzywami. Wczesną wiosną chodziłam z nią do ogrodu i siałyśmy, sadziłyśmy różne kwiaty, które kwitły przez cały rok. Mimo że nie zdarnie to jeszcze robiłam nieraz coś wysypałam ona zawsze cieszyła się z mojej pomocy :) później gdy ogród zaczął kwitnąć i pachnieć cieszyłyśmy się obie, że mimo tak dużej pracy mamy takie wspaniałe efekty. Z sadzeniem i sianiem warzyw było podobnie. Ona robiła mi bruzdki żebym wiedziała w które miejsce np wsiać marchew a swoimi niezdarnymi palcami sypałam nasionka ( w jedne miejsce mniej w inne więcej) ale siałam , a babcia wciąż była szczęśliwa że może spędzić ze mną czas. Później gdy było plewienie owych ogrodów, nieraz się śmiała bo wyrwałam coś dobrego, ale nigdy nie powiedziała złego słowa. Wspaniale wspominam tamte czasy i teraz moje dziewczynki robią to samo ze swoją babcią. Historia lubi się powtarzać ale najważniejsze w tym są wspomnienia, króre są bezcenne i nikt ich nie zabierze <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam dwa wspaniałe wspomnienia związane z ogrodami w swoim dzieciństwie. Pierwsze to takie, że babcia miała działkę i sadziła na niej warzywa. Do dzisiaj pamiętam łuskanie grochu i wyjadanie go prosto z krzaka i że wraz z babcią sadziłam marchewki i inne warzywa i pamiętam też drzewo chyba morelowe, z którego morele były najlepsze i orzecha na którego uwielbiałam się wspinać :). Innym ogrodowym wspomnieniem są wakacje na wsi u kuzynek. Pełno krzaków porzeczkowych i agrestowych, sad z jabłkami i robienie sałatki owocowej z tychże owoców i oczywiście kolczyki z czereśni :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Z dzieciństwa pamiętam ogródki babci, pełne kwiatów, warzyw i owoców. Jadłam truskawki, poziomki, porzeczki prosto z krzaków. Na środku ogrodu rosła olbrzymią czereśnia, to pierwsze drzewo, na które włączam i z którego spadłam. Lubiłam spędzać tam czas. Ewa Kasperowicz-Pękal

    OdpowiedzUsuń
  7. Z dzieciństwa pamiętam ogródki babci, pełne kwiatów, warzyw i owoców. Jadłam truskawki, poziomki, porzeczki prosto z krzaków. Na środku ogrodu rosła olbrzymią czereśnia, to pierwsze drzewo, na które włączam i z którego spadłam. Lubiłam spędzać tam czas. Ewa Kasperowicz-Pękal

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam dużo owoców - truskawki, maliny, poziomki, porzeczki, agrest. Niestety z czasem kolejne krzaczki znikały robiac miejsce kwiatom. Ukochane dwa wspomnienia - zabawa z koleżanka w gumisie, agrest był naszym gumi-sokiem! Oraz zrywanie z balkonu malin, a jak nie mogliśmy już dosięgnać, przeskakiwaliśmy przez barierkę wprost do ogródka, żeby nie trzeba było chodzić na około domu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzień dobry! Z dzieciństwa mam całkiem różne wspomnienia - jak miałam ze dwa latka, to miałam "swoje" kwiatuszki zasadzone na działce babci, które zawsze już rosły tym samym miejscu... i przebiśniegi, które babcia zrywała mi na urodziny... ale pamiętam też, jak rodzice zmuszali mnie do plewienia grządek warzyw czego nienawidziłam... i chowałam się zawsze przed nimi, by nie rzucać się w oczy. Jak widzieli mnie bawiącą się, to z przekonania, że się nudzę - kazali mi plewić, wrrrr. Do dzisiaj tego nie znoszę... Ale za to co roku sadziłam w słoiczku, na gazie, fasolkę, by potem zasadzić ją koło mojej tajnej skrytki...
    Dlatego dzisiaj, dla swoich dzieci, chciałabym raczej kreować miłe wspomnienia i miłość do natury w każdej postaci
    Pozdrawiam
    Marta L

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzień dobry:) Gdy byłam małą dziewczynką, całe dnie spędzałam w ogrodzie Dziadka. Nie chodziłam do przedszkola, ale za to chodziłam do OGRODU!:) Gdy wspominam te piękne dni, to przed oczami mam przede wszystkim mojego kochanego dziadka, który nauczył mnie sadzić warzywa, owoce, kwiaty. Siałam albo za gęsto, albo za rzadko. Gdy warzywa zaczynały wschodzić, to zawsze było widać która grządka była moja, a która dziadka:) Choć dziś Dziadka nie ma już z nami, to nadal dźwięczy mi w uszach jego ciepły głos: "Kolka, nie tak gęsto!":) (Dziadek nazywał mnie Kolka, bo kiedyś ukłuł mnie kaktus i byłam tak zła, że go (kaktusa) kopnęłam... Nie muszę pisać czym to się skończyło...) W każdym razie ogród Dziadka to moje najmilsze wspomnienia z dzieciństwa i do dziś czuję niezwykły zapach warzyw i ziemii, gdy wchodziło się do namiotu z pomidorami. Cudne wspomnienia! Ola Nowakowska

    OdpowiedzUsuń
  11. Pochodzę ze wsi, a moja mama zawsze miała imponujący ogród. Tak, mam masę dobrych wspomnień z nim związanych i dziś, jako miejska kobieta, bardzo brakuje mi grzebania się w ziemi. Ale w pierwszym odruchu przyszły mi do głowy te niezbyt miłe wspomnienia związane z warzywnikiem:
    - myszy polne czmychające spod nóg podczas jesiennych zbiorów marchewki i kapusty,
    - białe, tłuste, ruszające się pędraki wykopywane z ziemi gracką podczas pielenia truskawek,
    - ciągle nacinane motyką młode ziemniaki przy ręcznym wykopywaniu ich do obiadu (nigdy nie umiałam zrobić tego bez uszczerbku na kartoflu),
    - zielono-brązowe dłonie od wyrywanej hektarami łobody na polu ziemniaczanym - nie dało rady ich doszorować na niedzielę ;)
    - niepowodzenia w uprawach - do dziś czuję empatycznie jak przykro było mamie, kiedy po wielu tygodniach pracy warzywa zjadała jakaś "zaraza" (nie używało się wtedy chemii w ogóle).
    A kiedy warzywa leżały zimą w małej podziemnej piwniczce pod domem i byłam proszona o przyniesienie warzyw do zupy, strach mnie oblatywał, bo przesiadywały tam jaszczurki. Zupełnie jakby tych warzyw pilnowały ;)
    Pozdrawiam
    Ania Dula

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciężko było... Lata 60-te. Bieda polskiej wsi. Ogród był naszym żywicielem. Uprawa warzyw i owoców to nie była zabawa. Nie było kolorowych gracek, gumowych rękawic, miłych dla oka designerskich gadżetów. Babcia śmiertelnie poważnie potraktowała wyrwane przez mnie całe grządki młodych wschodzących marchewek (myślałam, że to badyle) i poniosłam za to nawet jakąś karę. Narzędzia były ciężkie dla małych rąk. Moja pomoc w pracy w ogrodzie traktowana była poważnie - dzieci miały pracować, nie ociągać się, bo pracy było mnóstwo. Pamiętam ból pleców od długiego schylania się, ranę w stopie od starej ciężkiej gracy. Pamiętam zbieranie ziemniaków w wielkie wiklinowe kosze i wrzucanie dużej kapusty na taczkę. Ale mimo to, moje główne wspomnienia ogrodowe to wspaniałe smaki i zapachy - pomidorów jedzonych prosto z krzaka w całości, marchewki wyciągniętej z ziemi i wytartej tylko o stare spodnie, kwasek czarnych porzeczek i wgryzanie się w ostrą młodą cebulę.I rosę! Tak, tę rosę letnią o świcie, gdy szłam zrywać jeszcze nie nagrzane słońcem ogórki na kiszenie. Danka Sarna

    OdpowiedzUsuń
  13. Eh...wdpomnienia ogródkowe��moi rodzice sadzili groszek cukrowy, ktorego smak uwielbiam do dziś. Pamiętam też jak razem z siostrą podziwiałyśmy maleńkie żabki, których wiosną było mnóstwo i próbowałyśmy je łapać między grządkami. A teraz jak o tym pomyślę to pękam ze śmiechu bo panicznie boję się żab��
    Monika Guzdek-Klaczak

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmm mam raczej słabą pamięć, ale z tego co sobie przypominam to kojarzę, że mieliśmy wieeele warzyw i owoców m.in. słonecznik, ziemniaki, pomidory, dynie, patisony, truskawki, wiśnie, czereśnie, śliwki, jabłka, brzoskwinie, agrest, wszystkie rodzaje porzeczek, jagody, poziomki, rabarbar, cebulę, buraki i pewnie jeszcze coś by się znalazło ale aktualnie nie przypominam sobie. Wiem, że było z tym "trochę" pracy. Musiałam wcześnie rano wstawać, żeby babcia z którą mieszkaliśmy nie zjadła mi np. truskawek (trochę to straszne, że miała takie zapędy:P). Zawsze ze swoim przyjacielem mieliśmy "mądre" zabawy typu: kto zmieści najwięcej pestek z czereśni w ustach albo kto dalej splunie pestką, było super:D Mieszkaliśmy zaraz przy stawie i lesie, więc wiele niespodzianek często się w tych chaszczach warzywno-owocowych kryło np.jaszczurki i pająki z grubymi brzuszkami, których nienawidzę. Jeśli chodzi o samą uprawę to niestety nie mogłam się zaangażować bo moja mama na niewiele mi pozwalała zawsze twierdząc, że sama zrobi to lepiej. Dziś sama jestem matką i mam dwójkę małych dzieci, pozwalam im uczyć się na swoich błędach (oczywiście w granicach rozsądku). Starszy syn (4,5 l) pomaga mi w wielu obowiązkach, nie zawsze dokładnie np.sprząta czy lepi kluski ale uczy się i nabywa nowych umiejętności. W tym roku chce siać, wszędzie i wszystko, zbiera aktualnie nasionka a część już ma na swoim 1,5m x 1,5m poletku przygotowanym u babci posiane. Na każdych zakupach wypatruje kolejnych nasionek których brakuje mu w kolekcji. Oglądając gazetkę z ofertą jednego z supermarketów, na widok nasion żółtej cukinii powiedział do babci: babciu ja o takiej cukinii marzyłem, a nawet mi się w nocy śniła!Sądzę, że książką o której dzisiaj mogliśmy się trochę dowiedzieć byłaby spełnieniem jego marzeń tym bardziej, że jest mowa o pomarańczy o której sam wspominał. Młodszy syn pewnie też by się sporo nauczył. Pozdrawiam Martyna- mama Dawidka i Mateuszka

    OdpowiedzUsuń
  15. W moim rodzinnym domku od zawsze były grzadki, a na nich wszystkie podstawowe warzywka. Sadzeniem i sianiem raczej zajmowali się rodzice, do mnie należała pielęgnacja, czyli plewienie. Widok pięknie oczyszczonych grządek był widokiem bezcennym, do dziś pamiętam tą satysfakcję . Wspomnieniem niezapomnianym jest również fasola. Było jej sporo, a jak to z fasolą już jest żeby się do niej dostać trzeba wyłuskać. I to właśnie było moje zadanie. Oj z uśmiechem na twarzy wspominam tą ogromną opałke pełna fasoli, choć wtedy nie było mi do śmiechu 😃

    OdpowiedzUsuń
  16. Pamiętam, że jako dziecko miałam wydzieloną część ogródka, na której mogłam zasadzić co tylko chciałam. Poza tym pomagałam przy pieleniu, choć to wspominam jako męczące �� Teraz nie mam dużego ogródka (choć miejsce na niego jest) ale razem z dzieckiem staramy się co nieco wyhodować, aktualnie poziomki (wybór syna ��) i słonecznik (mój wybór).
    Monika Oleszek

    OdpowiedzUsuń
  17. My nie mieliśmy ogródka tylko mały skrawek trawnika przed blokiem. Pamiętam jak z mamą zrywałyśmy drobne, kolorowe kwiatki, różne trawy, szukałyśmy kamyków i błyszczących papierków od cukierków oraz... szkiełek. Mama pokazała mi jak robić "sekretne szkiełka" w ziemi. Znacie to? Malutkie kompozycje z kwiatów ukryte w dołku, przykryte szkiełkiem i przysypane ziemią. Mama robiła dla mnie kompozycje, a ja dla niej. Jaka radość z odkrycia takiego sekretu w ziemi i podniecenie co też tam mama ukryła!

    OdpowiedzUsuń
  18. Magdalena Jagodzińska. Zapomniałam się podpisać :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cała moja rodzina zarówno od strony mamy jaki i taty mieszkała w mieście w bloku. W związku z tym miałam dość ograniczone możliwości zabawy w ogrodzie, sadzenia i doglądania roślinek.Jednak pamiętam, że wraz z nadejściem wiosny zawsze sadziłyśmy z mamą rzeżuchę na liglinie :) codziennie sprawdzałam czy małe ziarenka już wykiełkował, podlewałam w razie potrzeby. Pierwszym momentem, na który czekałam było oczywiście wykiełkowanie ziarenek, a później moment, w którym rzeżucha była gotowa do jedzenia :) Teraz mieszkamy z mężem i dwójką dzieci na wsi, mamy duży ogród, dlatego taka książka bardzo by nam się przydała. Mama umie sadzić tylko rzeżuchę, a z chęcią nauczyłaby czegoś więcej swoje dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Może to co napiszę nie będzie zbyt pedagogiczne, ale przecież nie oto chodzi:) Wspomnienie, to wspomnienie. No więc do rzeczy. Moim największym koszmarem z dzieciństwa było pielenie ogródka:) Dlatego z bratem opracowaliśmy szybki plan jak to zrobić żeby się nie narobić. Otóż wszystkie chwasty zasypywaliśmy ziemią zamiast wyrywać...Mama troszkę dziwiła się dlaczego tak szybko rosną ponownie ale nigdy nie odkryła naszych działań :) Dopiero po latach ujawniliśmy nasze sztuczki... Dziś oczywiście sama chciałabym córce wpoić miłość do ogródka, no i żeby nie wpadała na takie głupie pomysły jak my.
    Anna Smęder

    OdpowiedzUsuń
  21. Wychowałam się na czereśni z kolczykami z nich na uszach, pod orzechem uwalniając orzechy z zielonych łupież, zbierając truskawki w wielkim słońcuna polu i godzinami zrywając porzeczki na przemian z agrestem. Niesamowity smak groszku ze strączków pamiętam do dzisiaj,a lwie paszcze, gladiole i margaretki obowiązkowo zbierałyśmy tuż przed wyjazdem z działki do domu. Moja ukochana Babcia i ja. Potem był czas pelargonii na balkonie, koniecznie czerwonych, ich płatki były dosłownie wszędzie. I jeżyków, które siały się niemalże same, a na zimę wszystkie doniczki pełne tych cudów lądowały na parapetach w pokojach. Moja Babcia to wszystko uwielbiała. I choć wtedy to wszystko było takie zwyczajne, czasem nudne, czasem denerwujące, dziś, gdy Jej już nie ma, próbuję uchwycić tamte chwile i zatrzymać je w doniczkach na swoim balkonie. Teraz to u mnie znienawidzone niegdyś płatki pelargonii roznoszą się pod butami i kocham to, bo to moje dzieciństwo i najpiękniejsze wspomnienia. Marta C. mój e-mail: to dzmarta@poczta.fm

    OdpowiedzUsuń
  22. Całe życie mieszkam w bloku, więc z ogródkiem nie mam za wielu wspomnień, ale pamiętam, że kiedyś przyniosłam mamie zerwane specjalnie dla niej mlecze - mniszek lekarski (wiecie jak zrywają kwiatki małe dzieci - tuż przy kwiatku, łodyga max 1 cm:)) i postanowiłam, że zasadzimy je w doniczce. Mama przyniosła doniczkę nasypałyśmy ziemi i "zasadziłyśmy" nasze mlecze. Codziennie oglądałyśmy jak rosną nasze mlecze (mama codziennie podmieniała kwiatki na coraz dłuższą łodygę) aż w końcu, tak jak na dworze, zamieniły się w dmuchawce, które zerwałyśmy i dmuchałyśmy sobie w twarz :) I tak zakończyła się nasza "ogrodnicza przygoda". Pozdrawiam serdecznie, Ania Marcinkowska

    OdpowiedzUsuń


  23. Kiedy odwiedzaliśmy kuzynki - uwielbiałam bawić się w ich ogrodzie. To był taki mój świat fantazji, bo widoki wydawały mi się jak z bajki. Uwielbiałam przyglądać się pracy pszczół zbierających nektar z kwiatów. Było ich dużo, ponieważ wujek miał własne ule. W ogrodzie rosła dorodna jabłonka na której mieliśmy zrobiony domek. Był bardzo prowizoryczny, ale mieścił wszystkie dzieciaki w wiosce 😃.
    Z tych gorszych wspomnień pamiętam jak oberwało mi się, że z najładniejszych kwiatów w ogrodzie zrobiłam bukiet dla mamy. Ależ było mi przykro, bo byłam taka szczęśliwa wręczając go jej. Nie spodziewałam się, że zrobię przykrość cioci. Była naprawdę zła.

    A u nas? Od zawsze mieszkałam w boku i nie wyobrażałam sobie, że można mieć ogródek na oknie. Jedynie sadziliśmy rzeżuchę przed świętami Wielkanocnymi. W końcu kwiaty w domu ograniczyliśmy tylko do paprotek na ścianach i kaktusów na parapetach, ponieważ mieliśmy dwa koty, które zjadały wszystkie kwiaty z miękkimi liśćmi. Może właśnie dlatego zupełnie nie mam ręki do upraw... Bardzo żałuję, bo teraz moi synowie są zafascynowani życiem roślin. Zadziwia ich, że z pestki czy nasionka powstają różne rośliny, a nawet potężne drzewa.
    Jakiś czas temu byliśmy u znajomych, którzy pochwalili się nam zasadzonym w doniczce już kiełkującym arbuzem. Chłopaki byli pod wrażeniem, więc i my postanowiliśmy coś zasadzić. Chłopcy chcieli arbuza, ale z obawy, że może nam to nie wyjść zdecydowałam o posadzeniu fasolki typu Jaś.., bo przecież jest prosta w utrzymaniu. Naopowiadałam dzieciom jak piękne wyrosną nasze fasolki, pokazywałam zdjęcia na internecie jak po kolei będą rosły...
    Zaangarzowałam chłopaków do sadzenia. Mieliśmy świetną zabawę! I czekaliśmy na wykiełkowanie naszych fasolek .... i na 6 posadzonych wykiełkowała tylko jedna na samym brzegu doniczki.. Chłopaki byli zawiedzeni. Ale z tego co udało mi się zaobserwować to i tak chciałam za gęsto posadzić nasiona. Wyciągamy wnioski i będziemy próbować jeszcze raz 😉. Sama nabrałam ochoty na drobne uprawy z rodziną. Mieliśmy ogromną frajdę w czasie sadzenia, pojawienia się roślinki, a teraz obserwacji jak rośnie (na fb dodałam zdjęcie naszej fasolowej sadzonki - ma 2 tygodnie).

    Gosia Włod

    OdpowiedzUsuń
  24. Zacznę od tego, że nigdy nie miałam własnego ogródka. A bardzo chciałam mieć. Za to wraz z rodzicami osiągnęliśmy mistrzostwo świata w uprawie pelargonii na naszym balkonie. Piękne, różowe, duże pelargonie robiły wrażenie na wszystkich i z daleka przyciągały uwagę. Sporo było z tym zachodu - nie pamiętam już ile korytek mieliśmy, ale codzienne podlewanie (balkon mamy od południowej strony i panują na nim warunki subtropikalne) zajmowało mnóstwo czasu... A wcześniej procedura "rozszczepkowa" wszystkie parapety były "upstrzone" sadzonkami...

    Wyprawy na ogródek były dla mnie - dziecka blokowego jak przejście do innego świata. Nasi sąsiedzi mieli działkę - czasami wybieraliśmy się tam z rodzicami. Objadałam się agrestem, wąchałam groszek pachnący (uwielbiałam ten zapach), zajadałam się nieco opiaszczoną marchewką, obserwowałam robaki i ... pieliłam grządki... Serio serio, uwielbiałam to robić.

    Najwspanialszy był jednak ogródek Dziadków (szkoda, że jakieś 500 km od nas), ze szklarenką z pomidorami, które pomagałam podlewać Dziadkowi, z poziomkami, które Dziadziuś dla mnie specjalnie zrywał, malinami i całą grządką pomarańczowych nasturcji, które Babcia uwielbiała. Tam spędzaliśmy sporą część naszego wakacyjnego czasu. I ciągle uśmiecham się na wspomnienie tamtych chwil.
    Obu ogrodów już nie ma - miasta rozwijały się i na ich miejscu są nowe ulice.

    Moje dzieci też uwielbiają działkę. Swoich Dziadków (tak tak mój mąż był szczęściarzem). I mają trochę bliżej niż jak, bo tylko 140 km. Grabią trawę, wyrywają chwasty, podlewają, a ostatnio nawet załapali się na wysadzanie cebulek kwiatów!!!

    W przedszkolu naszych dzieci w grupie Tosi od połowy kwietnia realizowany jest projekt "Rośliny". Dzieciaki wysadzają cebulki, wysiewają nasiona, poznają kwiaty (ostatni Tosia zagięła na czymś Tatę). Obserwują, pielegnują i mają ogromną frajdę. Więc w domu też mamy teraz mini ogródek z wysianym szczypiorkiem i groszkiem.... A gdybyśmy przez przypadek wygrali książkę, na pewno powędrowałaby z Tosią do przedszkola, bo przecież to o "ich ogrodzie i roślinach":-)

    Asia Król

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Maluszkowe inspiracje , Blogger