poniedziałek, 21 października 2013

W poszukiwaniu zaginionego "murzynka"

"Mój ojciec napisał Gałgankowy skarb dla mnie. Nie umiałam jeszcze czytać więc uznał, że wiersz będzie w sam raz – nauczę się go na pamięć i nie będzie musiał w kółko zajmować się czytaniem, bo sama sobie wyrecytuję, oglądając ilustracje na których narysował mamę, mojego brata, babcię, kota, psa i w dodatku mnie samą w takiej zabawnej fryzurze, fartuszku i skarpetkach, jakie wówczas nosiłam. Jak zwykle ta praca w założeniu podjęta z lenistwa (przypominam – nie chciał mi czytać!) przyniosła jak najlepsze rezultaty.




Książeczka doczekała się kilku wysokonakładowych wydań, na podstawie tej bajki powstał film krótkometrażowy pt. Murzynek (reż. Jadwiga Kędzierzawska, scenariusz i scenografia Zbigniew Lengren), który w 1960 roku dostał nagrodę na festiwalu filmów w Wenecji (Brązowy Lew św. Marka).


Gałgankowy skarb to książka bardzo rodzinna. Historię zgubionej w ogrodzie lalki, którą znalazł pies, opowiadała moja mama. Jej opowiadania pełne były epizodów związanych ze zwierzętami, dziećmi i dużą rodziną, która potrafiła biec na ratunek wszystkim, którzy tej pomocy potrzebowali.
Lalka, ukochany „murzynek”, nie była wcale od początku czarna – stała się taka na skutek intensywnej miłości pięciorga dzieci. Najpierw starto jej nos, potem scałowano policzki, jaśniejsze miejsca pociemniały od kąpieli i mniej lub bardziej przypadkowych, jagodowych maseczek. Mimo braku urody „murzynek” był jednak serdecznie kochany, a jego strata była prawdziwą tragedią. Za to pies w rzeczywistości był rasową suczką foxterierką o przedwojennym imieniu Fifka, która miała szczególny dar odnajdywania zagubionych przedmiotów. Mniej ufni w jej dobry charakter twierdzili, że najpierw sama wynosiła różne przedmioty, żeby potem w glorii i chwale przynieść je z powrotem, oczywiście dopiero wtedy kiedy już stracono nadzieję na odzyskanie zguby. Jak z tym odnajdywaniem było naprawdę, tego do końca nikt nie wie, bo przecież pies jak chce, umie być dyskretny.
Ta ciepła historia, która wydarzyła się w ogrodzie, którego już dawno nie ma, napisana dla małych dzieci, które szybko rosną, ciągle może być czytana choćby dlatego, że się naprawdę bardzo dobrze kończy".

Katarzyna Lengren
Warszawa, jesień 2010 roku
(cytat pochodzi ze strony wydawnictwa Babaryba)


Znacie Gałgankowy skarb?
Jeśli nie, to koniecznie powinniście to nadrobić!
U nas od kilku tygodni jest absolutnym numerem 1!
Już nie musimy pytać, co dziś czytamy - ZAWSZE zaczynamy od "zaginionego murzynka".
Jeśli Helenka za żadne skarby nie chce kończyć kąpieli, to obietnica przeczytania "Murzynka" działa na nią tak, że natychmiast ewakuuje się z wanny :-)

Ta prosta, rymowana historyjka z happy endem zawiera uwielbiane przez nas ilustracje Zbigniewa Lengrena, które pamiętamy jeszcze z własnego dzieciństwa. Praktycznie każdy wers ma w książeczce swój obrazek, podczas czytania Helusia pokazuje je kolejno paluszkiem - wprost za tym przepada :-)


To książeczka z rodzaju kartonówek, więc mimo tak intensywnej codziennej "eksploatacji"  - nic jej nie grozi :-)

Koszt naszego książkowego HITu to ok. 22 zł.
Na stronie wydawnictwa - Babaryba znajdziecie ją nawet taniej - 17 zł :-)

5 komentarzy:

  1. uwielbiam wszystkie gałgany :)
    Matka Blankowa

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, co jest w tej książce, ale dobrze, że jest kartonowa, bo eksploatacja jej jest rzeczywiście wybitna .

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...