poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Baśnie z różnych stron świata: Baśnie mistrza Andersena

Byłoby dobrze, gdyby bajka chciała przyjść wtedy, kiedy się ją wzywa, ale to wielka dama, przychodzi tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę.
/H. Ch. Andersen/

Śmiało mogę powiedzieć, że na jego baśniach się wychowałam. 
To one uczyły mnie w dzieciństwie empatii i wrażliwości. 
To dzięki nim dowiedziałam się, czym jest imbryk, len czy ołów.
Dziś trudno wyobrazić sobie świat baśni bez niego - i pomyśleć, że początkowo nie traktował on swej twórczości dla dzieci poważnie i nie wiązał z nią przyszłości.



Pewnie każdy z nas ma w domu jakieś wydanie jego baśni. Ja od lat przechowuję z ogromnym sentymentem książkę z ilustracjami Szancera z 1965 roku, która wprowadziła mnie do świata magii Andersena.


Dziś w naszym baśniowym cyklu chcę wam pokazać 2 ciekawe wydania jego utworów, moim zdaniem zdecydowanie zasługujące na uwagę.


Kilka dni temu minęła 210 rocznica urodzin tego wybitnego, duńskiego bajkopisarza. 
Niemal każdy zna jego najsłynniejsze baśnie, jak Calineczka, Brzydkie kaczątko, Dziewczynka z zapałkami czy Królowa Śniegu
Ale jeśli komuś wydaje się, że jego twórczość nie potrafi już niczym zaskoczyć, koniecznie powinien sięgnąć po książkę "Srebrny szyling i inne zapomniane baśnie pana Andersena". Znajdziemy tu 7 utworów Andersena, których wielu z nas nigdy nie czytało. 
Nieco zapomniane, żyły sobie one w starych księgach, czekając na to, żeby ktoś ponownie je odkrył i opowiedział - i tak też się stało :)
Kilka z tych baśni, jak Dzielny cynowy (ołowiany) żołnierzyk, Len i Igła do cerowania  pamiętam ze swojego dzieciństwa - pozostałe, Profesor i jego pchła, Srebrny szyling, Dwunastu pasażerów dyliżansu i Kwiat rumianku były dla mnie zupełnie nowe. 
Andersen powołuje do życia przeróżne przedmioty codziennego użytku nadając im jednocześnie emocje i ludzkie cechy. Ich przesłanie jest aktualne pomimo upływu czasu.
Oprócz bardzo ciekawego doboru utworów, książkę charakteryzuje przepiękna szata graficzna.  Autorem cudownych ilustracji jest Gabor Toth, znany węgierski malarz, a całe wydanie dzięki bardzo dobrej stylizacji, sprawia wrażenie dość "leciwego". 





Calineczka natomiast, to jeden ze sztandarowych utworów Andersena. Tym razem jednak odkryłam ją w zupełnie wyjątkowym wydaniu. 


Duży format (A3), absolutnie genialne ilustracje Oli Makowskiej, przepiękna oprawa graficzna.
Ta książka to fantastyczny pomysł na prezent i świetna pozycja w biblioteczce. 
Gwarantuję wam, że takiej Calineczki nie znaliście. Dzięki tej książce, odkryjecie tę baśń na nowo.


Barbara Żołądek przepięknie opowiada historię Calineczki. Używa prostych słów, dzięki czemu baśń spodoba się nawet 3-latkom, a jednocześnie nie stroni od wyjątkowych, poetyckich sformułowań.
To cudowna lekcja wrażliwości i artyzmu, którą naprawdę warto sobie zafundować.






Obie te wyjątkowe pozycje ukazały się nakładem wydawnictwa Jedność i są w bardzo przystępnej cenie (klik/klik)

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...