2/01/2018

Mycie zębów w PRL - Konkurs dla czytelników bloga

Wiecie, że 60% Polaków nie myje zębów lub robi to nieprawidłowo (za krótko / niedokładnie)*? Czemu tak jest, skoro dziś mamy dostęp do całego arsenału środków do pielęgnacji jamy ustnej? Czy to kwestia lenistwa czy też niestaranne mycie zębów stało się naszą cechą narodową? Czy do dziś zmagamy się ze złymi przyzwyczajeniami z czasów PRL, kiedy to na półkach wszystkiego brakowało, a codzienne mycie zębów wcale nie było powszechnym nawykiem? 
No właśnie, zastanawiając się nad tym zjawiskiem postanowiłam poprosić was o pomoc i zorganizować KONKURS z super nagrodami od Brush Baby. 

źródło: www.demotywatory.pl



Nie przedłużam więc i od razu zapraszam was do udziału w KONKURSIE :)


Nagrody: 

3 zestawy dla dzieci w wieku 0-3, 3-6, 6+. W skład zestawu wchodzi szczoteczka soniczna i pasta.


Zadanie konkursowe:


Opisz swoje pierwsze doświadczenie/wspomnienie związane z higieną jamy ustnej.


Może będzie to pierwsza wizyta u dentysty, którą pamiętacie do dziś, a może smak pasty do zębów? 
Jak wspominacie codzienne mycie zębów i czy są to miłe wspomnienia? 

Bardzo jestem ciekawa waszych historii! 
Dziś tyle mówimy o tym, że trzeba myć zęby maluszkom od pojawienia się pierwszego ząbka, a zapominamy, jak wyglądało to u nas - rodziców. Pora odkurzyć pamięć i przywołać nasze własne dzieciństwo i to, jak to z tą higieną jamy ustnej wtedy było.



Odpowiedzi umieszczajcie tu - pod wpisem na blogu oraz/lub na FB. 


Komentując na FB, polubcie również profil sponsora - Brush-Baby Polska

Bawimy się do 10.02. Spośród wszystkich zgłoszeń wybierzemy i nagrodzimy 3. Wyniki w ciągu 3 dni od zakończenia konkursu opublikuję pod tym wpisem na blogu.

Powodzenia!

*źródło: http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,20553311,60-proc-polakow-w-ogole-nie-myje-zebow-trzonowych-albo-robi.html



WYNIKI:

Przeslijcie do mnie adresy i wybrany zestaw - czekam do 16.02! 



Anna Wujko Moje dzieciństwo przypadło na piękne lata 80 ubiegłego wieku (XX), kiedy o wszystko było trudno w sklepach – najwięcej było tam półek ;) Podejście do higieny zębowej kojarzy mi się z fluoryzacją w II/III klasie podstawówki (bodajże raz w miesiącu), kiedy trzeba było przynieść szczoteczki do zębów do szkoły, przychodziła pani higienistka/pielęgniarka, całą klasą maszerowaliśmy do łazienki, ustawialiśmy się przy rzędzie umywalek i szorowaliśmy wierząc, że paskudny w smaku płyn z fluorem kapiący ze szczoteczki zapewni zdrowie naszym ząbkom i pozwoli pozbyć się próchnicy. Przy tej okazji niektóre dzieci przynosiły pasty do zębów, ale oczywiście nie zamierzaliśmy myć jeszcze dodatkowo nasze „szczeżuje” – takie smakowe pasty (chyba Biały ząbek) o smaku truskawkowym czy pomarańczowym, słodkie na dodatek służyły nam do …. jedzenia. A dzieci, które zwykle słodycze widziały od święta – zjadłyby wszystko co jest słodkie ;) Chociaż, jak obserwuję moją latorośl (6,5 roku) podczas mycia zębów, której słodkości aż tak bardzo znowu nie brakuje to też chętniej pałaszuje żelową pastę niż kładzie na szczoteczkę ;) Niestety, wizyty u dentystki szkolnej wspominam już mniej radośnie – pani odpalająca jednego papierosa od drugiego, zapijająca wszystko obficie mocną kawą – śnieżnobiałym uśmiechem nie mogła się pochwalić, co dodatkowo przerażało dzieciarnię mimo powtarzanego co chwila „otwórz buźkę, kociulku”. I ta okropna maszyna do borowania – zdzierała nasze ząbki na sucho (teraz podczas borowania czujemy wodę, wtedy – unosił się z naszych buziek – pył zębowy :( (o zgrozo) O znieczuleniu można było zapomnieć, a raczej nikt nawet nie pomyślał o takim wynalazku. Słowem, wizyta u dentysty była przykrą koniecznością, co żałośnie odbijało się na naszym uzębieniu – dopiero w szkole średniej udało mi się naprawić wszystkie pokiereszowane ząbki w tym szkolnym gabinecie. I żeby ocalić co niektóre zęby konieczne były już zaawansowane operacje :( A swoją pociechę pilnuję i zachęcam do codziennego mycia ząbków, ograniczam słodycze i może dlatego wypadają mu teraz mleczaki nie tknięte próchnicą :)


Asia Jakubowicz Ja pamiętam historię znikajacej pasty do zębów 😁 W moim domu używało się najzwyczajniejszej, miętowej pasty do zębów. Jej smak do najlepszych nie należał. Jednak pani, do której chodziłam uczyć się angielskiego, z racji wyjazdów za granicę, miała dostęp do cudownej, kolorowej, słodkiej, wyciskaniej przez otwór w kształcie gwiazdki, pasty C. Zobaczyłam ją na umywalce i nie potrafiłam się powstrzymać przed spróbowaniem choćby odrobiny. Jak można się domyślić, za każdym razem gdy przychodzilam na zajęcia, musiałam iść "skorzystać z toalety", by ukradkiem uszczknąć trochę tego cudu higieny stomatologicznej. W moim dziecięcym mniemaniu byłam tak dyskretna i sprytna, że wykrycie moich występków nigdy nie powinno mieć miejsca ;) Oczywiście było odwrotnie, ale na szczęście pani anglistka była nie dość, że wyrozumiała dla tego podjadania pasty, to jeszcze sprezentowala mi całkiem nową tubkę. Nie muszę dodawać jakim była obiektem zazdrości na podwórku i w przedszkolu, i że codziennie rano i wieczorem błagałam mamę czy już mogę iść umyć te zęby 😁

Alicja Maślarz To były czasy ciężkie, w sklepach byłą tylko pasta do zębów NIVEA w tubce i krem NIVEA również w tubce, jechałam na pierwsze kolonie w życiu. Mama mi zapakowała pastę do zębów żebym myła ząbki, oczywiście NIVEA i krem NIVEA , żebym smarowała policzki opalone słońcem. Policzków nie smarowałam, bo mi się nie chciało, za to zupełnie nieświadoma cały turnus myłam ząbki kremem NIVEA , dziwiąc się, że mam takie śliskie i tłuste zęby.

Maja Staszczyk-Trębska Choć wysilam szare komórki jak tylko mogę, nie jestem w stanie przypomnieć sobie nic związanego z myciem zębów jako dziecko. Zostało mi to wymazane, szczoteczką z białą pastą :) Niestety na wspomnienie o zębach, od razu rzucił mi się w głowie obraz nitki i klamki do drzwi… Brr… Aż dostałam ciarek. Nie ma lekko, ale oczywiście takie rzeczy się pamięta. Ja, mój biedny, ruszający się mleczny ząbek, paskudna czerwona nitka i stara klamka do drzwi w domu rodziców. Rach ciach i oooo. No właśnie O, wielkie O, jak wielka dziura po zębie. I mój mleczak szyderczo dyndający sobie na końcu nitki. Niby straszne, a jednak skuteczne i o dziwo bezbolesne. Także tyle w temacie moich pierwszych wspomnień o ząbkach, mam nadzieje, że córcia będzie miała o wiele przyjemniejsze skojarzenia w przyszłości 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Maluszkowe inspiracje , Blogger