niedziela, 4 września 2016

Albert Albertson - zwyczajny chłopak z sąsiedztwa

Za co niezmiennie lubimy Alberta Gunilli Bergstroem?
Za to, że praktycznie od pierwszej książki z jego udziałem mamy wrażenie, że doskonale go znamy. Albert (i jego sympatyczny tata) równie dobrze mógłby mieszkać tuż obok, chodzić do przedszkola z moją córką i bawić się z nią w chowanego na osiedlu. Albert jest po prostu normalny, nie wydziwiony, jak wielu przejaskwawionych bohaterów dziecięcych książeczek. Jego perypetie znamy doskonale z własnej domowej rzeczywistości, dlatego mamy wrażenie, że to nasz dobry znajomy :)


Kultowa w Szwecji seria o Albercie ma grubo ponad 40 lat i obejmuje ponad 30 tytułów, a jego przygody zupełnie nie straciły na aktualności. To jedna z najpopularniejszych szwedzkich serii książek dla dzieci i wcale nie dziwi mnie szerokie grono jej miłośników.

Szczególnym uwielbieniem darzę tatę Alberta - za jego ... normalność :) Nie wygląda jak wystylizowany amant filmowy, nie chodzi stale z przyklejonym uśmiechem i ze 100% poziomem energii. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że kocha swojego syna i stara się mu pokazywać świat najlepiej jak potrafi, nawet, gdy czasami opada z sił, a niektóre zachowania potrafią go szczerze zirytować. 


"Urodziny Alberta" to rewelacyjne opowiadanie o tym, jak to dorośli lubią niekiedy na siłę uszczęśliwiać swoje dzieci. Zbliżają się urodziny Alberta i z tej okazji jego ciocia postanawia zorganizować mu przyjęcie z wielką "pompą" :) Zaprasza pół osiedla dzieciaków (nawet jeśli Albertowi zależy tylko na 2 kolegach), piecze kilka tortów i wymyśla gry, zabawy i konkursy urodzinowe - bo przecież któż to widział, żeby w urodziny bawić się w znane dzieciom zabawy (nawet, jeśli to ich ulubione ).
Ciocia dopina wszystko na ostatni guzik, "przyjęcie marzeń" udaje się zrealizować, nawet jeśli po drodze pojawiają się jakieś niewielkie "turbulencje". A Albert? Czy to na pewno to, czego sobie życzył?



"Pospiesz się, Albercie" to wypisz wymaluj historia naszych domowych poranków :)
Coś w stylu naszej ukochanej "Dobranoc, Albercie Albertsonie".
Kiedy rano trzeba szybko się zbierać i wyruszać do przedszkola, wtedy właśnie pojawia się tyle spraw do załatwienia! A to trzeba ubrać lalkę, a to znajdzie się zagubione koło od samochodu i trzeba je przymocować, a to rozedrze się kartka w ulubionej książce o wężach, którą akurat rano najlepiej się ogląda. Jak na złość to, co zwykle zajmuje niewiele czasu, teraz się komplikuje - jak choćby zaplątanie się w taśmie :)
I kiedy w końcu Albert dociera na śniadanie (po mocno zirytowanym nawoływaniu taty) i szybko sięz nim uwija, żeby zdąrzyćna czas - znika tata. Co się stało? Czyżby poszedł już do pracy zapominając o Albercie? Sami przeczytajcie :)




I na koniec coś, co pomoże dzieciom przezwyciężyć lęk przed duchami - "Kto straszy, Albercie?"
Tej książki moja 4-latka początkowo trochę się obawiała i uparcie odmawiała jej lektury. Kiedy w końcu się do niej przekonała, książka powędrowała szybko na szczytowe miejsce naszej książkowej listy przebojów, bo kolejny raz przekonaliśmy się o tym, że Albert przeżywa dokładnie te same troski i radości, co inne dzieciaki w tym wieku, a do tego jego mądry i zdystansowany tata, pomaga, jak sobie poradzić z lękami i wytworami swojej wyobraźni :)
Uwaga - w książce czeka na was gotowe zaklęcie do odganiania duchów i potworów :)





Książki z serii o Albercie do kupienia w bardzo dobrych cenach tu - KLIK.

2 komentarze:

  1. W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak sprezentowanie Jasiowi całej serii o Albercie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego należy czytać dzieciom od małego?
    Sprawdźcie co na ten temat mówią naukowcy i inne mamy :)
    Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...